Kinga, uczennica

Holandia, 2015/2016

„Hej. Słyszałam od koleżanki w pracy o jakimś programie wymiany. YFU się nazywa. Może chciałabyś sobie poczytać?” – Tak właśnie zaczęła się moja przygoda. Zupełnie niespodziewanie, nieoczekiwanie i kompletnie przypadkiem.

Długo się wahałam, zadawałam sobie pytania „Czy warto? A co jeśli?”, ale po kilku otwierających oczy rozmowach postanowiłam pójść za ciosem. Wysłałam potrzebne dokumenty, dostałam się na rozmowę kwalifikacyjną… a teraz, równo rok później, mieszkam w zupełnie innym kraju i nie żałuję ani przez chwilę swojej decyzji.

Krajem, który obrałam sobie jako cel, była (a tak w sumie to jest) Holandia. Państwo słynące z kolorowych tulipanów, wiatraków, chodaków i rowerów. Czy kiedykolwiek chciałam odwiedzić ten kraj? Oczywiście. Czy kiedykolwiek myślałam, że tu zamieszkam? Nigdy w życiu. Ale mówili „nigdy nie mów nigdy”. No i stało się.

Gdy myślisz „wymiana międzynarodowa”, jaki obrazek masz w głowie? Jedziesz do obcego kraju, mieszkasz z obcymi ludźmi, uczysz się obcego języka i generalnie wszystko wokół Ciebie jest obce, inne i dziwne, mam rację? Tak, w sumie osoby myślące w ten sposób dużo się nie mylą. Szczególnie z tą ostatnią częścią. Ale ja bym to opisała inaczej…

Jadąc na wymianę wyjeżdżasz nie do obcego kraju, a jedynie nieznanego (jeszcze). Może i wprowadzasz się do obcych ludzi, ale stają się oni szybko twoją drugą rodziną. Język? Nawet nie zdążysz się obrócić i już umiesz się komunikować w języku, w którym teksty kilka miesięcy wcześniej wyglądały jak zlepki przypadkowych liter, mających tworzyć wyrazy. A to, co wokół Ciebie wydaje się być obce, inne i dziwne, szybko staje się stałym punktem twoich dni (i wcale nie nudnych).

Przynajmniej tak było ze mną. Nie wiem ilu „wymieńców” się ze mną zgodzi, ale zakładam, że większość. Jednak wymiana to nie tylko szansa na poznanie nowej kultury, języka i ludzi. W moich oczach rok za granicą, za dala od rodziny i wszystkiego co jest nam tak dobrze znane i bliskie, to przede wszystkim szansa na poznanie samych siebie. Podczas wymiany stajesz się swoim najlepszym przyjacielem. I nie oznacza to wcale, że nie masz innych, co to, to nie! Poznajesz na swojej drodze wielu mniej i bardziej ciekawych ludzi, pochodzących z różnych zakątków świata oraz rozmaitych grup społecznych. Jest to też doskonała okazja, by zadać sobie pytanie „co dalej?” oraz ogromna motywacja do działania. Ponieważ wszystko jest możliwe.

Teraz, gdy moja przygoda zbliża się ku końcowi, mam mnóstwo wspomnień w mojej głowie i pomysły na stworzenie kolejnych oraz niewiele czasu na ich zrealizowanie. Mała rada – będąc na wymianie łap każdą okazję, która ci się przytrafi, zgadzaj się na każdą propozycję (oczywiście nie zapominając o zdrowym rozsądku) i korzystaj z każdego dnia, ponieważ codziennie możesz dostrzec coś nowego wokół siebie. Wystarczy chcieć to zobaczyć.

Jak to mawiają: „Wymiana to nie rok z życia, a życie w rok”. I nie ma lepszego stwierdzenia!