Milena, uczennica

Chile, 2017/2018

Hola todos!

Do Chile dotarłam 26 lipca po 22 godzinach samotnej podróży. Pierwsze dni w tym pięknym kraju spędziłam w miejscowości El Quisco, nad oceanem, na seminarium orientacyjnym z osobami z całego  świata, które tak jak ja przyleciały na wymianę do Chile.

Na seminarium świetnie się bawiliśmy oraz dowiedzieliśmy się nieco o kulturze Chile. Jedną z ciekawszych rzeczy jest to, ze nie wypada tutaj zamykać drzwi od pokoju, chyba, ze się przebieramy. W przeciwnym wypadku drzwi powinny być cały czas otwarte, ponieważ zamknięte drzwi oznaczają, że chcemy się odgrodzić od innych osób.

Na seminarium mieszkaliśmy w domkach-kabinach. Ja mieszkałam z Dunką, Niemką i Szwajcarką. Niestety w naszej kabinie nie było ogrzewania i w nocy musiałyśmy spać pod 4 kocami (teraz w Chile jest zima)! Wspaniale jest to, ze na seminarium było towarzystwo z całego świata i mieliśmy możliwość zawarcia międzynarodowych przyjaźni. Ja zaprzyjaźniłam się bardzo z dziewczyną z Estonii, która w zamieszkała w Temuco i mam nadzieje, ze uda mi się ją kiedyś odwiedzić.

29 lipca był dniem, w którym część osób spotkała się po raz pierwszy ze swoimi rodzinami goszczącymi – w tym ja! Jako że Chile jest bardzo długim krajem, dojechanie z różnych miejsc do Santiago zajmuje bardzo wiele czasu, a my byliśmy porozrzucani po całym Chile – od miejscowości Arica na północy po Punta Arenas na południu. Dlatego też tylko rodziny z Santiago i okolic przyjechały odebrać swoje dzieci. Ja mieszkam w Concepción, ale moja rodzina jest taka kochana, że zdecydowała się po mnie przyjechać (ponad 5 godzin podroży samochodem), żebym nie musiała jechać nocnym autobusem.

Spotkanie z rodziną było trochę stresujące, ale nie tak bardzo, ponieważ nawiązałam już z nimi wcześniej bliższy kontakt i wiedziałam, że są wspaniałymi ludźmi. Po tym jak odebrała mnie moja rodzina, mama goszcząca i jej partner, 17-letni brat i 7-letni brat, (mam jeszcze 25-letnią siostrę z dzidziusiem, ale oczywiście oni zostali w domu), pojechaliśmy na obiad do rodziców mojej mamy goszczącej, gdzie było jeszcze więcej rodziny do poznania. Spędziliśmy sympatycznie czas, a następnie ruszyliśmy w drogę, już prosto do mojego nowego domu!

Mieszkam w mieście Concepción, w regionie Bíobío. Jest to drugie co do wielkości miasto w Chile (oczywiście po Santiago), leży w centralnej części Chile. Poznałam już trochę miasto i zwiedziłam różne comuny (coś jak dzielnice w Polsce, ale trochę większe).

Szkoła w Chile różni się diametralnie od tej w Polsce. Po pierwsze w Chile uczniowie mają obowiązek noszenia mundurków (tylko w szkołach publicznych się ich nie nosi, ale jest ich bardzo mało), a po drugie w szkole panuje o wiele bardziej rozluźniona atmosfera. Na większości lekcji panuje harmider: uczniowie rozmawiają, jedzą, używają telefonów… Nauczyciele i uczniowie witają się całusem w policzek lub przytulasem. Co do witania się, to tutaj wszyscy witają się całusem w policzek, nieważne czy kogoś znasz czy nie, buziak musi być! Gdy wchodzi nauczyciel do klasy nie trzeba wstawać, sami nauczyciele są bardziej wyluzowani. Nie ma pytania na ocenę, czy kartkówek, tylko zapowiedziane sprawdziany.

Lekcje są połączone w pary – po dwóch 45 minutowych lekcjach jest przerwa, następnie znów podwójna lekcja, przerwa itp. W mojej szkole lekcje codziennie zaczynają się o 8, a kończą o 15, oprócz poniedziałku kiedy kończę o 17. Po lekcjach można chodzić na zajęcia dodatkowe, a ich wybór jest naprawdę ogromny. Ja zapisałam się na teatr.

Jeśli chodzi o ludzi, to wszyscy są tutaj bardzo sympatyczni. Odkąd tu jestem nikt nie był dla mnie niemiły. Wszyscy się uśmiechają i krzyczą do siebie “hola!”. Moja klasa jest również bardzo sympatyczna. W pierwszych dniach podarowała mi ogromną torbę z chilijskimi słodyczami!

System szkolny jest podzielony na 8 lat “stopnia podstawowego” i 4 lata “stopnia średniego”. Ja teraz jestem w 3 klasie stopnia średniego, po wakacjach będę chodziła do 4. W Chile panuje zwyczaj, ze w pod koniec 3 klasy stopnia średniego wyjeżdża się na większe wycieczki, moja klasa wyjeżdża na, uwaga, uwaga… Kubę! Jeszcze nie wiadomo, czy będę mogła pojechać, ale wszyscy się starają, żeby się udało.

Wszystkie lekcje są prowadzone w tej samej klasie, oprócz zajęć nazywanych electivo – kiedy zmienia się klasę w zależności od swojego rozszerzenia (do wyboru są profile: humanistyczny, biologiczny lub matematyczny).

Czas wolny Chilijczycy spędzają z rodzina lub z przyjaciółmi na carrete, czyli imprezie. Ja już byłam na moich kilku carrete i oto moich kilka spostrzeżeń. Mało się tańczy, a więcej śpiewa i rozmawia. Popularnym alkoholem jest piscola, która jest połączeniem pisco i coca-coli. Króluje tutaj reggaeton, coś jak nasze disco-polo. Chilijczycy wolą to niż muzykę po angielsku.

Jeśli chodzi o jedzenie, to jest ono bardzo ważne w kulturze Chile. Chilijczycy uwielbiają jeść i jedzą dużo, jestem pewna, że tutaj przytyję! Najbardziej popularnymi produktami są chleb, awokado i owoce morza.

Spróbowałam już tutaj wiele chilijskich potraw m.in. słynnych empanadas, które są przepyszne i mogą mieć przeróżne nadzienia, sopaipillas (smażone ciasto z dynią), churros con manjar (manjar to chilijskie dulche de leche, a po polsku kajmak), budín de habas (zapiekanka z bobem), czy calzones rotos (mogę porównać to to naszych faworków, chociaż faworki są bardziej chrupkie). Wszystko, czego spróbowałam było pyszne!

Można również kupić tutaj wiele owoców, których nie ma w Polsce m.in pera asiatica, pepino dulce, tuna czy chirimoya, a latem będzie ich jeszcze więcej!

Jak na razie pobyt tutaj jest cudowny i jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że mogę tutaj być. Jeśli ktoś zastanawia się nad wyjazdem do Chile na wymianę, jak najbardziej zachęcam i polecam! Chile to wspaniały kraj, a Chilijczycy to przesympatyczni i pomocni ludzie!

A i zapomniałam, w Chile rosną palmy!

 

 

 

rsz_dsc06542