Ewa, uczennica

USA, 2017/2018 – przygotowania do wyjazdu

Lipiec był bardzo pracowitym miesiącem, ponieważ w plany wakacyjne trzeba było wpleść przygotowania do przygody życia, jaką jest roczny pobyt za granicą.

Ponieważ lecę do USA, najważniejsze dla mnie było wyrobienie wizy. Proces ten był bardzo długi i męczący. Najpierw musiałam zrobić zdjęcie odpowiadające formatowi, następnie w Internecie wypełnić kilka formularzy. Potem czekało mnie spotkanie z konsulem. Pojechałam do Warszawy zestresowana, ponieważ istniała opcja, że odmówią mi udzielenia wizy. Umówioną wizytę miałam na 10:30, jednak pozwolono mi wejść na teren ambasady już o 10. Mój pobyt w ambasadzie trwał 40 minut, a rozmowa z konsulem była krótka i przyjemna. Zadano mi tylko 3 pytania, ale widziałam jak w innych przypadkach niektórzy stali 15 minut przy okienku. Wychodząc zadowolona z ambasady widziałam długą kolejkę liczącą co najmniej 30 osób. Dobrze, że przyszłam wcześniej 😊

Kolejnym ważnym punktem na mojej liście rzeczy do wykonania było kupienie prezentów dla rodziny. Na początku brakowało mi pomysłów, ale natknęłam się w centrum miasta na sklep z drobiazgami z polskimi i folklorowymi emblematami, np. magnesy, T-shirty, czapki, notesy, serwetki. Sprzedawczyni poleciła mi też kupić jakieś polskie słodycze, jak Ptasie Mleczko, Michałki, Torcik Wedlowski.

Cały czas utrzymywałam kontakt z rodziną goszczącą. Wybrałam przedmioty, których chciałabym się uczyć w szkole podczas mojego pobytu. Szkolny doradca powiedział, że obowiązkowo będę musiała uczestniczyć w zajęciach z Historii Stanów Zjednoczonych, Języka angielskiego oraz Systemu rządzenia w USA, ale cieszę się z tych wyborów, ponieważ pokrywają się z moimi zainteresowaniami.

Ponieważ w USA chciałabym uprawiać sporty, musiałam również wypełnić formularz (przesłany mi przez host mamę) dotyczący moich urazów i stanu zdrowia, oraz iść do lekarza, aby ocenił moje predyspozycje do uprawiania sportów.

W moim kalendarzu znalazłam czas na pożegnalne spotkania z rodziną i znajomymi. Odwiedziłam dziadków i wujostwo. Zaprosiłam przyjaciół na ognisko oraz wytłumaczyłam, że będę musiała zminimalizować z nimi kontakt.

Zostały niecałe trzy tygodnie do wylotu, a ja już nie mogę się doczekać. Ameryko, here I come!