Julia, uczennica

USA, 2017/2018

Witam! Zacznę może od przedstawienia się. Jestem Julka, pochodzę z małej miejscowości w zachodniej części Polski. Jak na 16-letnią dziewczyną, mam dosyć sporo zainteresowań i nie potrafię wybrać co będę robić w przyszłości.

Praktycznie każdy z tych czynników miał wpływy na decyzję jaką podjęłam rok temu, która zmieniła moje życie. Albowiem postanowiłam pojechać na roczną wymianę do Stanów. Kiedy zakwalifikowałam się do programu z YFU, czułam, że podjęłam najlepszą decyzję mojego dotychczasowego życia. Po wypełnieniu wszystkich dokumentów pozostało mi tylko czekać na host rodzinkę! Wyczekiwałam jej z niecierpliwością, a gdy dostałam o niej informacje, byłam najszczęśliwszą istotą na Ziemi. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę to to, że trafiłam do Teksasu, czyli drugiego po Florydzie najgorętszego stanu (co jak co, ale mi to pasuje). Moja rodzina goszcząca składa się z mamy, dwóch córek, plus osobno mieszkający ojciec z żoną i jej córką.

Przejdźmy do wymiany. Pierwszym zdarzeniem, które zapadło mi w pamięci był huragan. Może nie był to najlepszy początek tej pięknej przygody, ale przynajmniej go nie zapomnę! Na szczęście moja host rodzina nie została poszkodowana, lecz byliśmy zmuszenie spędzić dobrych kilka dni w domu. Przez to dzień rozpoczęcia szkoły został przesunięty. Jak już przy tym jesteśmy, szkoła, a raczej High School, jest w porównaniu do naszych szkół, OGROMNA. Jeśli chodzi o moją, mieści około 1,5 tysiąca uczniów i jest uważana za „małą”. Każdy uczeń ma swoje „ID”, które otwiera wszystkie drzwi wejściowe do szkoły i oczywiście musi mieć je przy sobie cały czas.

Z nauką nie miałam dotąd żadnych problemów i wszystko szło dobrze, ale wymiana zrobiła się ciekawsza, gdy znalazłam sobie zajęcie. Mówię tu o bieganiu. Zaczęłam od bieżni na siłowni. Robiłam coraz większe postępy. Przez to stawiałam sobie coraz to nowe cele, które sprawiały, że nigdy się nie nudziłam. Dzięki temu, że moje umiejętności biegacza postępowały, postanowiłam dołączyć do żeńskiej drużyny piłkarskiej w szkole. Tak też zrobiłam. Wszystko szło mi świetnie aż do czasu mojego wypadku z kostką. Jednak nie będę się tu o tym rozpisywać (opisałam to na moim blogu: dominoprzezyc.blogspot.com).

Wtedy miałam mały kryzys, ponieważ skończyłam o kulach na tydzień (który okazał się najdłuższym tygodniem na wymianie), ale za to, w tym czasie, znalazłam prawdziwych przyjaciół. Prawdą jest to, że poznaje się ich w biedzie. Pomogli mi podnieść się z tej sytuacji i później było już coraz lepiej. Do teraz spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, a do tego jesteśmy w jednej drużynie, jeśli chodzi o piłkę nożną. No właśnie, pochwalę się, że parę dni temu wygraliśmy nasz pierwszy mecz!

Do tego wszystko się dobrze układa. Na początku lutego lecę na Hawaje, ponieważ zdecydowałam się na jedną z wycieczek jakie oferuje YFU. Jestem pewna, że będzie to moje kolejne niesamowite niezapomniane przeżycie i na pewno nie ostatnie.

Jeśli chodzi o tęsknotę za rodziną i znajomymi, w moim przypadku nie jest to problem. Powiem szczerze, że jestem zbyt zajęta, żeby tęsknić. Oczywiście utrzymuję kontakt z najbliższymi, jednak nie jest to oparte na płaczu czy smutku. Według mnie jest to spowodowane tym, że decydując się na wymianę nie miałam żadnych oczekiwań. Wiedziałam, że będę miała lepsze i gorsze dni i wszystko nie będzie idealne, jak to sobie wyobrażamy. Zawsze trzeba liczyć się z pozytywami i negatywami każdej sytuacji i nie planować, ponieważ lepiej jest się pozytywnie zaskoczyć niż rozczarować.

To by było na tyle z mojej historii i mądrych słów końcowych. Jeśli Ci się podobało, serdecznie zapraszam na mojego bloga o wymianie, a jeśli interesuje cię jak wygląda to za ładnych zdjęciach, polecam swój Instagram: osajulss.